Wp Horoskopy Partner
serwisu:
Wrozbyonline-logo
MENUmobilemobile

Miłość ponad wszystko!

Miłość ponad wszystko!
Wizjonerka Życia Diona Wizjonerka Życia Diona 2019-02-14 12:10

Każdy człowiek potrzebuje miłości, bliskości, czułości. 

Nie tylko na Walentynki! Przekonuję się o tym niemalże co dnia, bo co drugie pytanie jakie dostaję od ludzi, dotyczy tego, czy on lub ona kocha, kiedy w końcu spotkam wielką miłość, czy jeszcze czeka mnie w życiu zdarzenie, które wyzwoli we mnie „motyle w brzuchu”, a jeśli on lub ona odeszli - to czy „kiedyś do siebie wrócimy”? 

Każdy chce kochać - śpiewa jedna z wokalistek, chyba Maryla Rodowicz. 

I to jest prawda, bez miłości usychamy, więdniemy, wszystko traci sens. 

Ale to, co zawsze trzeba mieć, to - nadzieję, że czeka na nas coś niezwykłego, niespodzianka od Losu. Choć to „niezwykłe”, może być także zupełnie zwyczajne. Niekoniecznie bukiety gigantycznych róż, fajerwerki i podróże do egzotycznych miejsc. Miłość, czułość, bliskość - ma wiele twarzy. 

Przekonała się o tym Halina, powiedziałabym - dziewczyna po sześćdziesiątce, ale wciąż pełna werwy i apetytu na życie. 

- No i jak pani Diono? - pytała mnie zawsze pełna nadziei, kiedy zabierałam się za rozkładanie kart - Czy ma pani dla mnie dobrą wiadomość, czy już zawsze będę sama? Poszłabym czasem we dwoje na koncert, do kawiarni, do kina. Najbardziej to bym chciała chodzić wspólnie do Ogrodu Botanicznego - gdy o tym mówiła, jej oczy zaczynały błyszczeć młodym blaskiem - Patrzeć jak się spod śniegu wyłaniają krokusy, potem jak zakwitają magnolie, a potem, niemal z dnia na dzień robi się kolorowo, pachnąco… 

Lubię tę moją klientkę. Romantyczka! Dlatego szczególnie się cieszyłam, że w kartach wychodził mi u niej szczęśliwy, spełniony związek. 

- Pani Halinko, wygląda na to, że spotka pani tego wymarzonego faceta - śmiałam się - Całkiem niedługo, niech mi pani wierzy. Całkiem niedługo. 

- A gdzie go spotkam? - pytała mnie zaciekawiona - Może powinnam częściej tam chodzić? 

No, właśnie! I tu był klops, bo zupełnie nie mogłam odczytać, w jakim to może być miejscu i w jakich okolicznościach. Ale inne informacje były precyzyjne: wszystko miało wydarzyć się w zimie. No i się wydarzyło!

Trzy dni przed Walentynkami. Zimno, ślisko. Pani Halinka, która kilka tygodni później opowiadała mi tę historię, stwierdziła, że sama właściwie nie wie, co się stało.

- Zawsze jestem taka uważna - kręciła głową - Idę powoli, ostrożnie, żadnych gwałtownych ruchów. Jak robię większe zakupy, to dzielę je na dwie części, żeby się nie przedźwigać, nie zmęczyć - tłumaczyła -  Wiem, że jeszcze sił musi mi wystarczyć na resztę życia. No i nie chciałabym, żeby mnie spotkało to samo, co moją sąsiadkę. Długo była sprawna, ale jak upadła i złamała nogę, to szybko się posypała. A dzieci niechętnie się nią opiekują, bo dziś każdy zajęty, każdy za czymś goni. Ale wracając do miłości - uśmiechnęła się do mnie - Pamięta pani, jak mnie pani pytała, czy gdzieś blisko mojego domu jest może jakiś dom kultury, że może te specyficzne okoliczności, jakie pani zobaczyła w kartach, to jakieś nietypowe zajęcia. Może z kaligrafii, czy malowania na jedwabiu, albo coś w tym stylu? - pani Halinka zawiesiła głos - I jeszcze pani powiedziała, że może są takie zajęcia na świeżym powietrzu, typu zimowa gimnastyka dla seniorów?

Teraz to już się Halinka śmiała w głos. Na początku nie wiedziałam o co chodzi. 

- No i to była gimnastyka! - w  końcu złapała oddech - Niemal skok przez kozła i szpagat!   

Ale co się właściwie stało? Poznała go czy nie? 

- No tak! - Halinka wyglądała jak nastolatka. Zarumieniona. Jej oczy były pełne nowej nadziei i radości życia - Poznałam Staszka przy naszym supermarkecie. Oczywiście, nie posypali piaskiem na czas! Jak wychodziłam z zakupami, to mimo, że jak już pani wspominałam, zawsze jest bardzo ostrożna, tym razem wyłożyłam się jak długa, a z torby wysypał się cukier, bułki, serek, jabłka… Ktoś do mnie podbiegł i pomógł mi wstać. Pozbierał moje zakupy - ciągnęła opowieść - Nawet nie patrzyłam, kto to, bo noga mnie tak bolała, że ledwo dokuśtykałam do ławki. Nie dałam rady iść, więc wezwał pogotowie. Usiadł koło mnie i czekał. Tylko na chwilę na niego spojrzałam, bo byłam tak zaaferowana bólem i myśleniem, że teraz będzie ze mną to samo co z sąsiadką, panią Renatką. 

- No i co było dalej? - pospieszałam ją, bo byłam niezwykle ciekawa, jak moje karty i ja sama - radzimy sobie z odczytywaniem przyszłości - Co z tym mężczyzną? 

 

- No, cóż, pani Diono - moja klientka była wniebowzięta - Facet jak marzenie! Pojechał ze mną do szpitala. Okazało się, że kostka była zwichnięta, mocno stłuczona, ale na szczęście, nie złamana. Byłam wzruszona, że obcy człowiek okazał mi tyle serdeczności, poświęcił swój czas. Wziął ode mnie numer telefonu, adres i na drugi dzień przyjechał z zakupami. Potem były Walentynki - ciągnęła opowieść pani Halinka - Ten dzień, gdzie w sklepach i na ulicach pełno serc, czerwonych balonów i sprzedawców kwiatów. Myślałam, że to już nie dla mnie, a tu taka niespodzianka - bukiet czerwonych tulipanów. Niby nie na Walentynki, bo przecież wtedy jeszcze nie mogłam ich dostać z tej okazji, ale jednak w ten dzień! Ale teraz to już na pewno dostanę je z powodu uczucia jakim się wzajemnie darzymy.  Każdy dzień jest niezwykły, kiedy ktoś z czułością gotuje dla ciebie jajko na miękko albo sprząta balkon, żeby wstawić tam nowy stół, a na nim postawić bukiet kwiatów. No i najwspanialsze jest to, że Staszek, podobnie jak ja, także uwielbia Ogród Botaniczny - śmiała się pani Halinka… 

 

Okazuje się, że miłość można znaleźć w każdym wieku. Trzeba się tylko na nią z ufnością otworzyć. Czego życzę wszystkim singlom!