Krystyna Ceynowa - "ostatnia" polska czarownica
Uwielbiam czytać i zbierać informacje z mojego regionu o osobach, które zajmowały się magią, wróżbiarstwem, czy były osądzone o uprawianie czarów. Jak dziś, pamiętam historię w której nasza polonistka w szkole średniej opowiedziała nam o ostatniej polskiej czarownicy, którą stracono zaledwie trzydzieści pięć kilometrów od miejsca mojego zamieszkania.
Krystyna Ceynowa, bo to ona jest bohaterką dzisiejszej historii, była wdową po rybaku z piątką dzieci. Wiodła ona w Chałupach swoje samotne, wdowie życie, do momentu w którym jej sąsiedzi nie rzucili wobec niej oskarżenia o czary! W dokumentach pojawił się zapis mówiący o tym, że Krystynę oskarżono o rzucenie uroku na Johanna Konkela (Jana Kąkola), nie uczestniczenie w życiu kościoła oraz obecność czarnych wron na jej dachu, niepodważalny dowód na bycie czarownicą i konszachty z diabłem!
Zacznijmy jednak naszą historię w innym miejscu!
W 1836 roku Stanisław Kamiński, krętacz i szelma, wyłudzający ostatnie pieniądze od biednych i naiwnych ludzi w zamian za rzekome uleczenie chorób, wyszedł z więzienia. Kilka tygodni później zjawił się w Chałupach za sprawą żony Jana Kąkola. Sprowadziła go ona do swojego męża, który przez kilka lat cierpiał na wodobrzusze, nazywane wówczas puchliną wodną. Kamiński nie mogąc uleczyć choroby orzekł, że winny temu jest urok rzucony przez czarownicę.
Mieszkańcy dobrze wiedzieli, kto jest winien tym wydarzeniom. To właśnie Krystyna, która podczas konfliktów sąsiedzkich nie szczędziła przekleństw i obelg rzucanych w stronę sąsiadów. Dodatkowym argumentem było tłumaczenie przez mieszkańców wszelkich niepowodzeń i złośliwości losu, rzucanymi przez wredną babę klątwami.
Sprowadzony z Sopotu Znachor podburzył tłum przeciwko kobiecie. Siłą zmusił ją do doprowadzenia przed Jana Kąkola by odczynić zły czar. Ceynowa była bita i maltretowana, wkrótce przyznała się do wszystkiego obiecując uzdrowić rybaka. Zakazano jej opuszczenia chaty a sam sołtys wystawił straże, by pilnowali oni, aby kobieta nie uciekła.
Następnego dnia rano, 4 sierpnia 1836 roku, stan mężczyzny nie poprawił się. Tłum był gotowy do samosądu, jednak Kamiński “skazał ją” na próbę wody. Zasady były banalne, jeśli uprzednio związana kobieta utrzymywała się na wodzie, była czarownicą, jeśli poszła na dno była niewinna, nawet jeśli groziło jej utopienie, trudno!
Krystyna nie tonęła, wiele warstw spódnic zadziałało jak boja. Kobieta utrzymywała się na powierzchni a mieszkańcy dokonali samosądu poprzez zatłuczenie wiosłami. Wywleczono ją na plażę, gdzie dla pewności Stanisław Kamiński zadał jej kilka ciosów nożem. Znachor został aresztowany wraz z mężczyznami, którzy dokonali morderstwa. Wszyscy zostali osądzeni przez ówczesne władze pruskie i skazani na karę więzienia. Właściciel wsi Gustaw von Below musiał zapłacić karę pieniężną państwowej kasie, ale morderstwo kobiety miało i jedną, “dobrą” stronę.
Władza wykorzystała incydent w Chałupach i przypisała to bardzo niskiemu poziomowi edukacji, miała być to propaganda pokazująca zacofanie mieszkańców tych terenów. Wspomniany wcześniej Gustaw von Below, zdecydował się jednak na wybudowanie we wsi szkoły powszechnej, służącej edukacji miejscowych.
Czy to koniec tej historii? Nic bardziej mylnego!
Do opieki nad sierotami po czarownicy sprowadzono jej najstarszą córkę Annę, jednak i ją, jak i cały ród Ceynowów postrzegano we wsi za parający się czarami. Powiedzieć, że Anna nie była lubiana, to nic nie powiedzieć. Kamiński przed wyprowadzeniem przez służby oświadczył, że i ona jest czarownicą, to też miejscowe żony skazanych mężów zbierały się pod jej domem nie szczędząc obelg, wyzwisk i śmiertelnych gróźb.
Zaledwie dzień po zabraniu Kamińskiego z Chałup, pozostali na miejscu mieszkańcy usłyszeli jedną z kur, która piała niczym kogut! Uznali oni to za znak, iż sam diabeł opętał to zwierzę, a domy przy których chodzi, odwiedzi wkrótce śmierć! Kurę pochwycono i powieszono na drzewie do góry nogami, wykonano wyrok. Ptak długo trzepotał skrzydłami, aż w końcu, na oczach świadków z truchła, przez dziób, wyszedł sam diabeł i uciekł w las.
Na podstawie tej smutnej historii powstała opowieść o czarownicy Ortyszy. Od jej imienia nazwano też jedną z wydm “Ortus”, położoną zaledwie 3 kilometry od wsi Krystyny Ceynowy.
AUTOR ARTYKUŁU