Szukałam miłości, gdzieś tam w dalekim
Świecie, biegłam i biegłam, sięgając
Gwiazd prawie...
A ona siedziała na progu, skulona
I wierna jak pies...
Niedawno byłam na ślubie pewnej młodej i uroczej pary i ksiądz rozpoczął kazanie tymi oto słowy: "Miłość nie zna zazdrości, nie zna kłamstwa, ani nienawiści". I właściwie tym stwierdzeniem można byłoby podsumować czym jest Miłość.
To takie proste, a tak bardzo trudne dla nas słowo. Często zamiast cieszyć się miłością szukamy przysłowiowej ,,dziury w całym”, boimy się, że miłość dostanie skrzydeł i odleci gdzieś daleko, jak ptak.
Jesteśmy podejrzliwi i nieufni w stosunku do tego daru, przysłanego nam przez los i często zamiast cieszyć nią, żyć chwilą po prostu, niepotrzebnie snujemy dalekosiężne plany, nie wiedząc o tym, że właśnie snując tę pajęczą nić, dusimy coś, co się jeszcze nie urodziło.
A często jest tak, że szukamy jej gdzieś tam w świecie dalekim, zapominając o tej drugiej osobie, która, latami często, wiernie trwa u naszego boku, nie skarżąc się i czekając na nasze spojrzenie, jak słonecznik na kulę słońca.
I dobrze, że jakoś okrężną drogą, bo z Ameryki, dotarło do nas typowo europejskie przecież święto, mające swoje korzenie w Anglii.
Walentynki przyszły do nas jako Święto Zakochanych, ale tak dobrze przyjęły się w Polsce, że świętem są miłości i świętem zakochanych jednocześnie.
I chociaż ten jeden raz w roku mamy możliwość zastanowienia się nad naszym partnerstwem, czy to jest miłość jeszcze, czy już przyjaźń właśnie...
Co się stało z nami, czy nuda życia wkradła się nieuchronnie w nasz związek? Zatrzymajmy się na chwilę w tym codziennym kołowrocie, podejdźmy ze zrozumieniem do tego drugiego człowieka, który tyle lat jest z nami i w słońcu i w deszczu...